Sens

[l]
Leżymy na dnie błękitnym od ciszy.
Na pomostach regli wirujących w slonecznicach gwiazd,
na pomostach regli wirujących w meduzach słońca.
Pijemy żółtozielony obłok-trujący gaz.
A wieczory - ryby śliskich napomknień
ciężko łypiąc księźycem płyną dusznie na wprost
w codzienność bijąc - noc -
kotły złudzeń ogromne.
Żeglują przez wydmy lasów kłujące gwiazdami jak oset
i słychać, jak chodzi wiatr pełen tajemnic - boso. 
2
Na skrzyżowaniach dróg przechodnie odarci z wichrów
szukają tablic przykazań w rytmie jaskółczych zgonów
i płoną
lasy podpalone lodowatą wodą nocy
i cichną
oczy zmęczone jak wilgi. 
3
A nam: polipy wierzb chodzą powoli po rzekach,
wodorosty błyskawic chmurnie zarastają brzeg.
Nocą
nieustanny bieg
odpływów i przypływów dalekich. 
4
To jest ogromny ocean.
Dzwonią chmury tłuczone na skraju lasu s-
- porcelanowe muszle głuchoty.
I czasem
gwiazdy opadające na dno - złotem.
Ocean.
Niebo powierzchnia umarła zamyka oddech.
Czekamy, aż pustka wydmie nas srebrnym powietrzem.
Ziemia - dno ciężkie i rodne
opadnie w dół. 
5
Poszybujemy lekko, noce odpadną od nas,
od oczu.
Balony srebra - tryśniemy nad wybuch powierzchni,
pluśniemy w krzyk światła -
- przestrzeń.
lato 1939 r.
KB

© 1999/2017 JoKeR. All Rights Reserved.