Skrzypią koła w piastach...

1
Skrzypią koła w piastach,
piast ma włosy jak szelest snu,
a aniołowie przynoszą mu niebo i bochen.
Od pułapu dym odwisł skórą niedżwiedzią.
Opędź
dom od wilków, od płomienia ich kłów. 
2
Czy tylko te dzwonki, wielokropki owiec,
i zimny marmur mleka, echo z malin i snów,
gdzie płowowłosy dzień i żytni człowiek, nie człowiek - sosnowiec,
gdzie chodzą cienie zielone jak cienie mlecznych krów?
Za oknem las nasunięty jak czapka
na dom, na pejzaż pszennych chałup.
Za dużo mi tej ziemi na sielankę pasterską,
na ojczyznę mi tej ziemi za mało. 
3
Oto toczą się koła, gorzko skrzypią w piastach,
słońce nie jest wozem bogów - to skwarny krąg blachy.
Miasto usypane z kurhanów o głowę mnie przerasta,
a o wieczorze kolec głodu - zamknięta kopuła strachu.
Miną mnie kolodzieje przedni - twarze ogorzały chleb.
Im to, nie nam te flety i biały mleka owoc.
Wmurowani w okna fabryk, w hale hut,
zawadzając o zorzę ognistą - głową,
wyciągamy jak rękę chudą - nasz głód,
ostry jak krzyk mordowanej struny.
XII.40 r

© 1999/2017 JoKeR. All Rights Reserved.