Pod nieba dłoniast± palm±...

Pod nieba dłoniast± palm± nie daj mi chodzić samotnie,
Agni.
Otwórz rzeki, a sosny krzykiem z ognia i wiosny
podpal i nagnij.
W jakie zimy prowadzisz, jakich kolęd słuchać
¶miertelnych?
Otom jest syn wygnany z ziemi niepoznanej,
niewiernej.
Obco mi niebo czarne i białe zawieszasz
nad czas samotny;
oceany z kamienia, w które się przemieniam
jak w lodach okręt.
Nad dniem ostatnim stawiasz mi długie, woskowe
¶wiec rzędy,
które s± stare drzewa, kiedy w portów brzegach
rż± argonauckie okręty.
Odbierz mi ziemię, miło¶ć rozumn± oderwij
i porwij
spo¶ród umarłych rzeczy, gdzie dojrzewa wieczór
o woni morwy.
Daj mi konia, o Agni, żółtych, strasznych płomieni
i białych,
bo oto spadam - owoc w grób ziemi pod sob±
dojrzały.
3 grudzień 1940r.

© 1999/2017 JoKeR. All Rights Reserved.