Oddech

We mnie są drzewa
kiedy je wieczór zaprzęga w długie cienie - chomąta
i czuję dzień rozlewający szeroko...
Chłodnymi oczami czuję: -
stawy są cieple na lakach.
Brzask ciszy nabrzmiewa od soków.
Kłosami niedojrzałego żyta
bije serce - strąk włochaty od ciepła.
Ciężar obłoków można przeczytać
na pięciolinii drutów telegraficznych zakrzepły.
Jaskółki spływają mi z powiek na niebo...
Czas zaorany skibami zaspał
na diunach zamarlych ciszą i piaskiem.
Brodzi rzeka obrzmiała w błękicie jak w zaspach.
Umieram każdym oddechem lasu ciężkiego od słońca.
Rodzę się każdą chwilą: zielenią brzmiejącą naokół
zaglądam w niebo głębokie do dziwnych snów południa
. . . . . . . . . . . . . . . . .
barwa wiruje jak sokół.
29 IV 39 r.

© 1999/2017 JoKeR. All Rights Reserved.